fot. TVP Adrian Klarenbach, prezenter TVP Info "Kanałów informacyjnych mogłoby powstać jeszcze kilka. Jeżeli ktoś jest jednostką poszukującą i żądną informacji, to tym lepiej dla niego, im więcej takich kanałów jest".
Tomasza Kubata,producenta programu "Teraz My" w TVN
Czy późnowieczorna pora emisji "Teraz My" sprzyja programowi? - Program co tydzień ogląda ponad 2 miliony osób. Niekiedy więcej, rzadko mniej. Udziały w rynku plasują się średnio powyżej 20%. Bardzo nas i szefów stacji satysfakcjonują. Nikt nie myśli o zmianie godziny nadawania programu.
"Teraz My", pomimo momentami humorystycznej formuły, jest poważnym
programem publicystycznym, gdzie ujawniane są niewygodne dla polityków
materiały i poruszane tego typu tematy. Czy są trudności w zapraszaniu
polityków do studia? -
Problemy są, wielu polityków przyznaje, że boi się przyjąć zaproszenie do studia. Ostatnio m.in. Radek Sikorski czy Zbigniew Ziobro.
Ile osób tworzy obecnie program? -
Około 60 osób pracuje przy emisji na żywo, około 10 to dziennikarze
Trzy pytania do...
Mariusza Gałka,dokumentalisty seriali TVN - "W11-Wydział Śledczy" i "Detektywi"
Co należy do zadań dokumentalisty scenarzysty przy produkcji W11/Detektywów? - Jedną z podstawowych cech formatu docu-crime, jest dbałość o zgodność z realiami. Do głównych zadań dokumentalisty należy pilnowanie, aby wszelkie procedury policyjne, kwestie prawne, medyczne itp., które pokazujemy w naszych odcinkach, wiernie odzwierciedlały otaczającą nas rzeczywistość. W związku z tym dokumentalista bierze czynny udział w całym procesie powstawania scenariusza i jest współodpowiedzialny za jego ostateczny kształt. Jeżeli scenarzysta ma jakąś wątpliwość odnośnie strony dokumentalnej scenariusza, dokumentalista musi tę kwestię sprawdzić i rozstrzygnąć. Dokumentalista nadzoruje również formalno-językową stronę scenariusza, musi zatem biegle posługiwać się zarówno językiem polskim, jak i komputerowymi procesorami tekstu. Praca dokumentalisty jest typowo redakcyjna, a na dodatek bardzo absorbująca czasowo. Ponieważ pracujemy praktycznie przez 7 dni w tygodniu, zazwyczaj nie mamy niestety czasu na wizyty na planie podczas realizacji odcinków.
Ile czasu schodzi przy całkowitym nakręceniu danego odcinka serialu? -
W zależności od konkretnego odcinka zdjęcia trwają zwykle 2 lub 3 dni. Natomiast cała praca nad odcinkiem jest procesem znacznie dłuższym, gdyż zaczyna się już 2-3 miesiące wcześniej od pomysłu i napisania scenariusza. Z kolei po zakończeniu zdjęć następuje trwający kilka tygodni etap postprodukcji.
Ile osób liczy ekipa redakcji W11/Detektywi i ilu z nich zwykle pracuje w terenie przy tworzeniu serialu? -
Nasza ekipa redakcyjna, zajmująca się pracą nad scenariuszami, liczy kilkanaście osób. Oprócz tego, nad realizacją każdego odcinka pracuje na planie ok. 40 osób.
Trzy pytania do...
Pawła Pawlika,v-ce dyrektora programowego RMF Classic
Jakie obowiązki ma v-ce dyrektor programowy RMF Classic? - Obowiązki v-ce Dyrektora Programowego RMF Classic są w wielu
przypadkach podobne do obowiązków każdego innego v-ce dyrektora - przede
wszystkim jest prawą ręką swojego szefa (w moim przypadku szefowej Magdy
Wojewody). Uzupełniamy się na co dzień bardzo dobrze, kierując pracą
zespołu i opracowując kolejne projekty programowe.
Oczywiście każde z nas odpowiada za nieco inne aspekty tej pracy - np.
Magda, z racji muzycznego wykształcenia, dba o dobór repertuaru i nadzoruje
programację muzyczną stacji.
Do mnie z kolei należy organizacja anteny od strony informacyjnej, kontakty
i współpraca z instytucjami kultury, realizacja patronatów medialnych itp.
Oczywiście na codzienne obowiązki składają się setki innych, drobnych spraw
i problemów, ale to dotyczy chyba każdej redakcji...
Jaką średnią słuchalność ma RMF Classic i czy nie sądzi Pan, że z każdym
dniem jest coraz trudniej o poważnego słuchacza, który chce słuchać muzykę
klasyczną, filmową i piosenkę poetycką? -
Ostatnie badania słuchalności RMF Classic wypadają bardzo dobrze,
biorąc pod uwagę ograniczony zasięg stacji i niewielkie moce nadajników.
Tygodniowo słucha nas 1 milion 137 tysięcy słuchaczy, w tym 733 tysiące w
sześciu miastach, w których nadajemy - Kraków, Warszawa, Łódź, Gdańsk,
Szczecin i Wrocław. Średni czas słuchania wynosi 149 minut.
Te dane systematycznie rosną, co świadczy o zapotrzebowaniu na tego typu
ofertę programową. Nie można zapominać, że RMF Classic jest stacją na
polskim rynku radiowym wyjątkową i właściwie nie ma odpowiednika (można
jedynie w pewnych punktach szukać podobieństw z II Programem PR). Czy coraz
trudniej o "poważnego" słuchacza? Otóż nie. Paradoksalnie z każdym dniem
przybywa ludzi zmęczonych nieustannym jazgotem codzienności, który słychać
też w większości stacji radiowych. W programie RMF Classic mogą odnaleźć
spokój i odpowiedni klimat. Dostrzegamy również, że rośnie liczba osób,
które niejako "dorosły" do słuchania tego typu muzyki, choć owo
"dorastanie" niekoniecznie wiąże się z ich wiekiem.
Dla jakiego przedziału wiekowego kierowana jest głównie ta stacja? -
Jeśli chodzi o wiek słuchacza RMF Classic od samego początku jest
stacją unitargetową. Słuchają nas zarówno nastolatkowie jak i emeryci.
Podkreślamy bardzo często, że ważnym kryterium, które łączy naszych
słuchaczy jest przede wszystkim określona wrażliwość i choć z punktu
widzenia marketingu jest to kryterium trudne do zdefiniowania, to jednak
lekceważyć go nie sposób. Można dodać jeszcze, że ponad połowa naszych
słuchaczy ma wyższe wykształcenie, a to już marketingowcom coś mówi...
Trzy pytania do...
Anny Sanowskiej,dyrektor
działu marketingu i public relations Instytutu Monitorowania Mediów
Kim są
klienci Instytutu Monitorowania Mediów? - Najczęściej są to działy public relations firm i instytucji oraz agencje
PR. Są też osoby prywatne, najczęściej polskie celebrities i ich menadżerowie. Np. prowadzimy monitoring dla Krzysztofa Ibisza i wyszukujemy wszystkie informacje, które na jego temat pojawiają się w mediach. Wynik monitoringu jest informacją o popularności danej osoby, co bezpośrednio przekłada się na wartość jej nazwiska.
Co miesiąc przygotowujecie Państwo raport pt. „Najbardziej opiniotwórcze polskie media”. Zdarzają się media, które podważają wiarygodność tego raportu? -
Zdarzyło się chyba dwukrotnie od początku publikowania raportu (wrzesień 2003), że były małe pretensje, iż nie wszystkie cytowania zostały uwzględnione. Przyczyną była jednak błędna interpretacja metodologii. Po naszym wyjaśnieniu, że okładka czy zdjęcie nie są cytatem, przedstawiciele mediów nie mieli uwag. Co miesiąc bezpłatnie publikujemy wersję podstawową raportu, zawierającą najważniejsze wykresy i ranking główny. Jeżeli media są zainteresowane bardziej rozbudowaną analizą, to mogą ją u nas zakupić.
W jakich jeszcze celach, oprócz pokazania najczęściej cytowanych mediów, może być przydatny taki raport? -
Redaktorzy naczelni mają także informację o tym, którzy dziennikarze piszą teksty najbardziej atrakcyjne i najczęściej cytowane. Jest to dla nich sygnał, że ci na najwyższych miejscach są pracownikami najefektywniej pracującymi na popularność i opiniotwórczość danego medium.
Trzy pytania do...
Bogumiła Lipskiego,kierownika
produkcji seriali TVN - "Hela w opałach" i "Niania"
Jakie obowiązki ma kierownik produkcji „Heli w opałach” i „Niani”? - Kierownik produkcji jest odpowiedzialny za całość projektu, w tym przypadku serialu. Do jego zadań należy przygotowanie całej produkcji - od stworzenia ekipy po zamknięcie kwestii budżetowych, za które odpowiada. Można zatem powiedzieć, że producent zajmuje się stroną merytoryczną, a kierownik produkcji – organizacyjną, tj. zespołem produkcyjnym, planowaniem zdjęć, czyli tzw. kalendarzówką, oraz wszystkimi innymi elementami, dzięki którym serial może powstawać. Razem z producentem zajmujemy się przyjmowaniem aktorów i podejmujemy decyzje dotyczące finansów.
Producent jest jakby tą pierwszą głową, która decyduje kto, co i jak, w sensie aktorów i kształtu serialu, a później z kierownikiem produkcji dochodzi się do ustaleń na co możemy sobie pozwolić w ramach budżetu, z czego możemy zrezygnować itd. Trudno powiedzieć kto jest najważniejszy. To są w sumie dwie funkcje, które uzupełniają się nawzajem i jedna bez drugiej praktycznie nie może istnieć. Chyba, że producent jest jednocześnie kierownikiem produkcji, co się bardzo rzadko zdarza.
Po co – w przeciwieństwie do wielu innych polskich seriali – zastosowanie aż czterech kamer przy nagraniu? -
To znaczne ułatwienie, ale i wymóg licencji. która obliguje nas do spełniania warunków formatu. Cztery kamery przyspieszają pracę i pozwalają na realizację niektórych ujęć bez przemieszczania sprzętu. Ze względu na ciągłą zmianę dekoracji zależy nam na jak najsprawniejszej pracy, by później była możliwość tworzenia nowych scenografii (popołudniami, wieczorami i nocą). Studio pracuje praktycznie 24 godziny na dobę, z tym, że w ciągu dnia są zdjęcia (przy nagrywaniu musi być absolutna cisza), a po ich zakończeniu trwają prace "budowlane".
Ile czasu zajmuje zmiana dekoracji? - Przebudowa scenografii pomiędzy serialami, czyli całkowite rozebranie dekoracji "Niani" i zbudowanie wnętrz, w których realizowana jest "Hela w opałach" (lub na odwrót) zajmuje mniej więcej miesiąc. Trzeba zlikwidować to, co istnieje, postawić nowe ściany, pomalować, wytapetować, zrobić podłogi, wstawić okna, drzwi, później ozdobić to lampkami, światłem itd. Scenografie gościnne powstają bardzo szybko. Grający dzisiaj bar zaraz po zakończeniu zdjęć zacznie znikać. Na jego miejscu jutro może powstać na przykład park. Wszystko jest uzależnione od potrzeb i pomysłów naszych scenarzystów.
(Całość
tego wywiadu w dziale MEDIA)
Trzy pytania do...
Adama Golca,koordynatora
lokalnych oddziałów fotograficznych "Gazety Wyborczej"
Ilu fotoreporterów liczy "Gazeta Wyborcza"? - Ważne jest, aby na początku zaznaczyć, że pracuję w Krakowie, jednym z istotniejszych oddziałów „Gazety” w Polsce poza Warszawą.
W lokalnych redakcjach „Gazety” pracuje ponad pół setki fotografów i edytorów. Stanowimy najliczniejszą grupę zorganizowanych fotoreporterów w kraju. Posługujemy się sprawnie ułożoną formą współpracy, której pomostem jest Agencja Gazeta i przede wszystkim warszawski dział fotograficzny Agory. Każdy z nas jest w stanie natychmiast zareagować na wydarzenia w swoim regionie. Posiadamy ogromny bank zdjęć ludzi, miejsc i własnych tematów z niemal każdego zakątka Polski.
Jak dokładniej wygląda praca koordynatora lokalnych oddziałów fotograficznych "Gazety Wyborczej"? -
Dwa lata temu szef redakcji lokalnych postanowił ukonstytuować stanowisko koordynatora lokalnych działów fotograficznych. Okazało się, że najlepszym rozwiązaniem pozwalającym sprawnie koordynować wszystkie ruchy związane z organizacją pracy ludzi w regionie będzie wyznaczenie jednej osoby z tej grupy pracowników. Osoby z regionu, znającej od podszewki zasady takiej działalności. Mogącej usprawniać pracę i szybko reagować na potrzeby członków tej grupy.
Redakcje lokalne podzieliliśmy na centra (6) i podlegające im mniejsze oddziały „Gazety Wyborczej”.
Wszystkie koordynacyjne prace prowadziliśmy jak dotąd w sześcioosobowych zespołach plus przedstawiciele warszawskiej centrali. Na miejsce spotkań wyznaczaliśmy sobie jedno z miast w Polsce. Koordynator natomiast wybierał się raz w roku do każdego oddziału na podsumowanie pracy. System ten w znakomity sposób usprawnił naszą współpracę. W siedmio-ośmioosobowym zespole o wiele łatwiej podejmuje się decyzje niż w pięćdziesięcioosobowej grupie. Nasze sprawy rozciągały się od problematyki czysto organizacyjnej, sprzętowej, aż po najważniejsze, związane z poprawa poziomu naszej fotografii.
Jako fotoedytor wybiera Pan zdjęcia, które idą do publikacji. Większość wydrukowanych w gazecie zdjęć pochodzi od Waszych fotoreporterów czy z agencji fotograficznych? -
Dzięki tak dużej siatce fotografów w całej Polsce, Agora i jej wszystkie tytuły właściwie nie mają potrzeby korzystać z polskiej fotografii spoza „Gazety”. Dlatego na naszych stronach widzimy głównie naszych autorów. Jeśli natomiast wydarzenia są zagraniczne, to wykorzystuje się AP i Reutersa. W wybranych sytuacjach warszawska redakcja decyduje się na wysłanie swojego fotografa; zdarza się, że jest to człowiek z lokalnej redakcji.
Nie potrafię w lapidarny sposób opisać na czym polega fotoedycja. To w naszym kraju nowy zawód i obejmuje dużą ilość kompetencji. Dobieranie fotografii jest tylko jedną z kilku form naszej działalności. Edycja zdjęć nie polega wyłącznie na wyszukiwaniu zdjęcia do tekstu. To najczęściej jest próba opublikowania interesującego zdjęcia, do którego niekoniecznie powstał jakikolwiek tekst. Jednak fotoserwisanci też są wśród nas. To już taka rola fotografii w prasie codziennej. Jej miejsce zwykle jest podporządkowane informacji tekstowej. Lecz nasz tytuł publikuje na łamach „Dużego Formatu”, „Wysokich Obcasów” oraz różnych magazynów w lokalnych wydaniach inne formy fotograficzne niż wyłącznie ilustracje. Są wśród nich fotoreportaże, cykle, portrety. Tutaj wybór zdjęcia jest ostatnim niemal krokiem w długim procesie. Początkiem jest trudna rozmowa na kolegium redaktorów. Tam należy przekonać zespół do zasadności wykonania takiego materiału. Potem znaleźć odpowiedniego autora do realizacji i przejść z nim przez temat. Na końcu jest dopiero drukowanie wybranego zdjęcia lub zestawu.
Trzy pytania do...
Huberta Maja,asystenta
wydawcy programu "Rozmowy w toku"
Jak wygląda praca asystenta wydawcy "Rozmów w toku"? - Asystent jest osobą, która dba o gości występujących w programie, pilnuje aby nagranie trwało bezproblemowo i rozpoczęło się punktualnie. Jest osobą, która jest w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Zawsze jest dobrze zorientowany w sytuacji i udziela odpowiednich informacji.
Czym zajmuje się asystent wydawcy w dniach, kiedy nie ma nagrań odcinków programu? -
Robi całą robotę papierkową na jaką nie ma czasu podczas dni w których są nagrania.
Do zrealizowania danego odcinka potrzeba zwykle kilku gości, którzy zgodzą się porozmawiać przed kamerami o swojej historii. W jaki sposób znajdujecie rozmówców do każdego tematu i czy znają oni wcześniej pytania jakie zada im Ewa Drzyzga podczas nagrania? -
Zapraszaniem gości do programów zajmują się dokumentaliści. Goście nie znają pytań Ewy
Trzy pytania do...
Piotra Grzybowskiego,politycznego
fotografa-paparazzo "Super Expressu"
Jak wygląda dzień pracy politycznego fotoreportera tabloidu? - Pracuję w gazecie „Super Express” jako etatowy fotograf i czasami wykonuję
zdjęcia typu paparazzi oprócz wielu innych "normalnych" zdjęć. Fotografuję
zwykle polityków, którzy mają coś na sumieniu. Trudno określić dzień pracy
fotgrafa-paparazzo. Przy dużej dawce szczęścia bywa, że zdjęcie powstanie w
ciągu kilku minut, ale najczęściej są to długie godziny oczekiwania na właściwy
moment w odpowiednim, ustalonym przez informatora, miejscu. Kiedy chcieliśmy udowodnić, że obecny marszałek Sejmu
Ludwik Dorn mieszkając z pewną kobietą (z którą łączyło go coś więcej niż
przyjaźń) postępuje wbrew głoszonym przez PiS sloganom o rodzinie i wartościach chrześcijańskich,
spędziłem tydzień w samochodzie w pobliżu budynku w którym mieszał. Dzień
dla mnie zaczynał się wówczas o 6.00 rano a kończył około 23.00. Od świtu
do nocy w aucie, ale warto było. Pan Dorn jest dziś szczęśliwym, mam nadzieję, małżonkiem.
Jaka jest reakcja znanych osób, kiedy dostrzegają, że ujął ich Pan w
nieciekawej dla nich sytuacji, nieodpowiednim miejscu, w zbyt prywatnym towarzystwie, etc.? -
Najczęściej politycy nie dostrzegają mnie, bo na przykład zbyt dużo wypili,
aby mnie zauważyć. Zdjęcia wykonuję obiektywem o dużej ogniskowej, więc
jestem wręcz niezauważalny dla fotografowanego, a ten dowiaduje się o tym następnego dnia z
gazety. Miałem tylko jeden przypadek kiedy polityk nie zachował zimnej krwi i uderzył mnie
swoją teczką. Był to niejaki Krzysztof Baszniak, minister pracy w rządzie
Waldemara Pawlaka, którego opisał „Super Express” w związku z nadużyciami
jakich dopuścił się nie będąc jeszcze ministrem. Całe zajście miało miejsce
na terenie ministerstwa pracy, więc zgodnie z prawem nie mógł odmówić mi zrobienia
fotografii. Sprawa skończyła się w sądzie wyrokiem skazującym ministra na karę
grzywny.
Co czuje Pan po zrobieniu "dobrych" zdjęć? Tylko satysfakcję, że dobrze
się sprzedadzą, czy zdarzają się później wyrzuty sumienia, że kogoś
wizerunek można narazić na wielki szwank, że wybuchnie z tego duża afera, że można kogoś
skompromitować, trafić za to do sądu, aż nawet - jak niektórzy uważają - zniszczyć komuś życie? -
Ludziom wydaje się, że wszystkie zdjęcia robione z ukrycia mają zniszczyć
czyjąś karierę. TAK WCALE NIE JEST. Jeśli polityk jest uczciwy i robi to, co
obiecał wyborcom, nie ma się czego bać. Nasza gazeta udowadnia, że ktoś
postępuje niezgodnie z zasadami obowiązującymi polityków lub kompromituje sprawowany urząd.
Rzeczywiście po zrobieniu dobrych zdjęć czuję satysfakcję z powodu, że moja
praca ma sens, a czytelnicy dowiedzą się prawdy.
Trzy pytania do...
Inżyniera wozu transmisyjnego jednej
z redakcji informacyjnych
Kto z całej ekipy telewizyjnej pracującej w terenie jest, wg Pana, najważniejszy? - Reporter!
To najważniejsza osoba w terenie. To reporter podpisuje wszystko swoim wizerunkiem, na reporterze ciąży odpowiedzialność za słowa, za temat, za
zainteresowanie widza i przekazanie mu sedna sprawy. Nie należy jednak zapominać o wkładzie takich osób jak operator, czy dźwiękowiec, co łatwo sobie wyobrazić, ale także producent, który nie rzadko jest na miejscu transmitowanych wydarzeń jako pierwszy. Zajmuje się mnóstwem rzeczy od najbardziej błahych, jak miejsca parkingowe dla pojazdów ekipy, poprzez przepustki, pozwolenia, hotele, ochronę, organizację miejsc, przyłącz, przewodów, cateringu i wielu, wielu innych rzeczy o których pewnie nawet nie mamy pojęcia.
Inżynier wozu transmisyjnego - na czym polega dokładnie ta praca i czy jest ona stresowa? -
W kilku prostych zdaniach:
-Musimy dojechać na miejsce transmisji.
-Podłączyć ekipę reporterską do wozu - często jest to równoznaczne z rozwinięciem kilkuset metrów przewodów, przyklejeniem ich do chodników, podłóg w taki sposób, aby nikomu nie przeszkadzały, aby nikt się o nie nie przewrócił lub nie porwał ich np. trzaskając drzwiami.
-Wóz transmisyjny wymaga zasilania z agregatów zewnętrznych. Przy dłuższych transmisjach kilka razy dolewamy paliwa aby zapewnić ciągłość zasilania.
-Gdy jeden z inżynierów zajmuje się podłączeniami, drugi ustawia antenę na odpowiedniego satelitę lub stację radiolinii. Nie jest to wbrew pozorom takie łatwe, zwłaszcza w mieście, gdzie budynki i drzewa skutecznie potrafią zakłócić sygnał.
-Po podłączeniu wszystkiego jest (nie zawsze) czas na przetestowanie połączeń: czy widzimy obraz, czy dźwięk jest na odpowiednim poziomie, czy wszyscy operatorzy słyszą nas, a my ich, czy reporter słyszy w słuchawce reżyserkę.
-Później połączenie ze studiem i rozpoczynamy transmisję. W trakcie kontrolujemy jakość sygnału, komunikujemy się ze studiem i ekipą, czasami nagrywamy całą transmisję do wykorzystania w przyszłości. Gdy transmisja wymaga obsługi większej ekipy i realizacji na miejscu, do ekipy dołączają realizatorzy.
-Na koniec studzimy urządzenia, zwijamy przewody, zbieramy sprzęt... i jedziemy na kolejną realizację.
Z jakimi reporterami Pan pracuje i jak układają się Pańskie kontakty z nimi? -
Pracuję w terenie, więc mam szansę spotkać większość reporterów stacji, w której pracuję oraz
innych mediów. Staramy się żyć w zgodzie i pomagać sobie jak tylko możemy.
Ekipa to ekipa. Gdy zaczynałem pracę na wozie zdziwiłem się gdy widziałem reportera niosącego statyw, czy rozwijającego przewody. Okazało się, że to ich nie hańbi, nie ujmuje w niczym i jak trzeba, to chętnie pomogą.
Zdarzają się jakieś zgrzyty, bo ludzie są tylko ludźmi i nie każdy się z każdym dogada. Są rodzynki, które uważają, że ekipa techniczna służy do mieszania ich z błotem, a najważniejsi są tylko
one - gwiazdy dziennikarstwa, ale to wyjątki. Większość reporterów utożsamia się z całą ekipą. Często w przerwie w pracy chodzimy wspólnie na obiady, po pracy zdarzają się wypady na imprezy.
(Rozmówca
na swoją prośbę zastrzegł podanie do publicznej wiadomości imię i nazwisko
oraz nazwę medium w którym pracuje)
Trzy pytania do...
Katarzyny Białek, producent
programu "Dzień Dobry TVN"
Jak wygląda praca producent programu "Dzień Dobry TVN"? - Jest fascynująca!!!
Jak długo trwa przygotowanie do realizacji łącznie 5 godzin programu
live? - Pracujemy w systemie dwutygodniowym. Dwie ekipy na zmianę przygotowują
program na weekend. Każda ekipa współpracuje na stałe z konkretną parą
prowadzących. Najbardziej intensywny jest tydzień tuż przed wydaniem,
dlatego, że przykładamy dużą wagę do aktualnych wydarzeń i staramy się
reagować na nie na bieżąco. Atrakcyjne, "inne" niż wszędzie
potraktowanie tematów o których mówią wszyscy jest bardzo pracochłonne.
Jaka jest obecnie średnia oglądalność programu i czy jest Pani z niej zadowolona? - Najlepiej oglądany program miał widownię na poziomie 5 RTG (1
RTG to średnio 350 tys. widzów). Obecnie (piękną pogodną wiosną) należy
się liczyć z mniejszą widownią, bo program emitowany jest w czasie, w którym
na liczbę widzów przed telewizorami wpływa pogoda. Jestem natomiast bardzo
zadowolona, że mimo mniejszej liczby widzów przed telewizorami, procent widzów
nas oglądających wciąż wzrasta. Od dłuższego już czasu oscyluje wokół
20%. W ostatni weekend (21-22.04.2007) wyniósł w sobotę 19,8 (w grupie docelowej 20,3), w niedzielę natomiast 22,6 (w docelowej również 22,6). W miniony weekend odpowiednio: w sobotę 19,3 (w gr. Docelowej 22,2), w niedzielę: 20,5 (w grupie docelowej 23,9).
Wywiady
przeprowadził Kamil Świętoń, Dziennikarze.info
Marek Markiewicz, szef Pionu Informacji i Publicystyki Telewizji Polsat: Adresujemy ten kanał (Polsat News - przyp. red.) do widzów Polsatu i wszystkich innych chętnych, nie czujemy się rywalami, którzy mają zniszczyć TVN24, musimy nadrobić różnicę siedmiu lat rozwoju. Mamy swoje patenty.