fot. TVP Adrian Klarenbach, prezenter TVP Info "Kanałów informacyjnych mogłoby powstać jeszcze kilka. Jeżeli ktoś jest jednostką poszukującą i żądną informacji, to tym lepiej dla niego, im więcej takich kanałów jest".
Jest Pani pisarką, podróżniczką, dziennikarką, fotografem i tłumaczką. Jak udaje się Pani łączyć te wszystkie zawody?
One wszystkie łączą się ze sobą w możliwie najbardziej naturalny sposób. Podróżuję, piszę o podróżach w książkach, reportażach, publikuję fotografie z podróży i opowiadam o podróżach w Radiu ZET i w telewizji, więc to wszystko ma po prostu wspólny mianownik.
Urodziła się Pani z zamiłowaniem do podróżowania?
Tak. I pamiętam, że już w szkole podstawowej pisałam opowiadania o dżungli i rysowałam dżungle, chociaż jeszcze nie miałam wtedy pojęcia, jak ona wygląda.
No właśnie. Miała Pani 18 lat, gdy napisała swoją pierwszą książkę. Skąd u tak młodej dziewczyny pomysł (w dodatku zrealizowany), by napisać książkę?
Rzuciłam studia, wsiadłam w pociąg powrotny do domu, nie wiedząc, co będę dalej robić i bez planu na przyszłość. Następnej nocy zaczęłam pisać książkę.
Kiedy wyjechała Pani po raz pierwszy za granicę?
Miałam około dziesięciu lat, kiedy wyjechaliśmy z rodzicami i z siostrą na wakacje do NRD. To było południe Niemiec, czyli regiony cieplejsze od naszych i wtedy po raz pierwszy widziałam w nocy las pełen świetlików. To było tak niezwykłe, że do dzisiaj pamiętam tamtą letnią noc.
Rzuciła Pani studia. Uważała Pani, że nie mogą one przygotować do wykonywania wymarzonego zawodu?
Myślę, że tak można to streścić, chociaż ja wtedy nie racjonalizowałam tego w taki sposób. Gdyby wtedy mnie ktoś zapytał co robię, to powiedziałabym, że po prostu nie jestem w stanie chodzić do kolejnej szkoły, w której wymaga się ode mnie uczenia na pamięć rzeczy, które kompletnie mnie nie interesują. Najpierw przez dwa tygodnie studiowałam hungarystykę, rok później dostałam się na filologię angielską. Wydawało mi się, że dzięki tym studiom poznam historię, kulturę krajów angielskojęzycznych, a przede wszystkim że studia poszerzą moje horyzonty intelektualne. Wkrótce jednak okazało się, że na anglistyce trzeba było się uczyć także logiki, filozofii i wykuwać na pamięć poematy. Pomyślałam, że nie jestem w stanie zmarnować kolejnych czterech lat mojego życia. Już w szkole średniej miałam wrażenie, że marnuję czas na naukę chemii czy fizyki, bo formuły naukowe nie były mi potrzebne do życia. Jeśli kiedyś się okaże, że będzie mi potrzebny wzór na sól kuchenną, to ja znajdę ten wzór w książce i nie muszę go pamiętać! (śmiech)
Kiedyś była Pani zwykłą podróżniczką. Jak udało się Pani dostać do mediów, zaistnieć w tym świecie i dzięki niemu stać znaną, publiczną osobą?
Nie wiem. To się samo stało. Ja nigdy tego nie planowałam i nie myślałam o tym. Zajmowałam się tylko tym, co mnie najbardziej pasjonowało, poświęcałam temu każda wolną chwilę. Wszystkim polecam ten prosty sposób. Trzeba robić swoje. Mieć jakiś cel do osiągnięcia. Ja nie piszę kolejnej książki po to, żeby pojawić się w mediach albo żeby przeczytać recenzję w prasie, tylko dlatego, że mam wielką fizyczną potrzebę opowiedzenia o tym, co widziałam, pokazania zdjęć i rysunków, czyli robię to przede wszystkim po to, żeby zaspokoić moją pasję.
A jak rozpoczęła się Pani przygoda z Radiem ZET?
Kiedy jeszcze pracowałam w Trójce, gdzie prowadziłam audycje muzyczne, pewnego dnia zadzwonił do mnie prezes Radia ZET, Robert Kozyra i zaproponował pracę w jego w radiu. Powiedziałam, że jestem wdzięczna za propozycję, ale mam fajną pracę w Trójce i nie chcę z niej rezygnować. A on powiedział: "Zastanów się, a ja zadzwonię do Ciebie za sześć miesięcy". Rzeczywiście, zadzwonił po pół roku i odbyła się druga identyczna rozmowa. Znów powiedział, że zadzwoni do mnie po sześciu miesiącach. Potem przestałam pracować w Programie Trzecim i zaplanowałam trzymiesięczną wyprawę do Ameryki Południowej. Przed wyjazdem zadzwoniłam do Roberta Kozyry i zapytałam czy chciałby, żebym nadawała do Radia ZET relacje z dżungli. Po powrocie do Polski zaczęłam prowadzić własną audycję.
Ile czasu trwa przygotowanie audycji "Świat według blondynki"?
Siedem dni w tygodniu przez dwadzieścia cztery godziny na dobę... (śmiech). W każdej chwili szukam ciekawych tematów. Każdą rzecz, którą widzę, słyszę, oglądam w telewizji lub czytam, rejestruję i zastanawiam się w jaki sposób mogłabym ją wykorzystać w audycji.
A dlaczego nazwała Pani swój program "Świat według blondynki"? Czyżby blondynki inaczej patrzyły na świat? Czy może jest to Pani spojrzenie na świat?
Tak, to jest moje spojrzenie na świat, a poza tym to miał być taki żart i trochę zaczepna propozycja wobec tych wszystkich, którzy uważają, że kobiety nie potrafią prowadzić samochodu, gotować albo że są mniej inteligentne od mężczyzn. Ja absolutnie nie pasuję ani do stereotypu blondynki, ani do stereotypu kobiety i dlatego właśnie tak nazwałam moją audycję (uśmiech).
Zmieniała Pani później nazwę na "Świat według Beaty Pawlikowskiej", dlaczego?
Kiedy przestałam pracować w Radiu ZET, natychmiast dostałam propozycję z Jedynki. Nie mogłam przenieść audycji pod tym samym tytułem, więc w Jedynce uzgodniliśmy, że program będzie się nazywał "Świat według Beaty Pawlikowskiej". W Jedynce pracowałam przez rok, a potem wróciłam do Radia ZET i do pierwszego tytułu mojej audycji.
W Radiu ZET jest Pani tylko prowadzącą program, czy może też realizatorką swojej audycji?
Mam zawsze realizatora, bo podczas audycji nie dałabym rady jednocześnie obsługiwać konsolety reżyserskiej i mówić do mikrofonu, odpowiadać na maile słuchaczy, uzupełniać informacje na mojej stronie internetowej www.beatapawlikowska.com, przygotowywać zagadki i pakować nagrody do wysłania słuchaczom.
O swoich wyprawach pisze Pani artykuły. Są one publikowane w ogólnopolskiej prasie. Gazety same proponują Pani pisanie artykułów?
Tak, artykuły i felietony piszę na zamówienie.
Jest Pani bardziej dziennikarką czy podróżniczką?
Czy ja jestem dziennikarzem?... Słowo "dziennikarz" kojarzy mi się z przekazywaniem informacji z agencji prasowych. Ja raczej opowiadam o tym, co sama przeżyłam i widziałam, o moich przygodach, wątpliwościach i zachwytach, zawsze dodając własny komentarz. Jest to więc raczej autorski program, a nie "dziennikarstwo".
Ma Pani wiele obowiązków, m.in. pisanie felietonów do gazet i czasopism, przygotowanie audycji dla Radia ZET, prowadzenie programu "Podróże z żartem" w telewizji. Zdarzyło się Pani, że nie zdążyła z czymś?
Nie, nigdy.
Czyli jest Pani zorganizowaną osobą...
Jestem bardzo dobrze zorganizowaną osobą. Poza tym pracuję w domu, czyli nie mam szefa, nikt nade mną nie stoi i nie sprawdza, dlatego często pracuję więcej niż normalni ludzie, którzy przychodzą do biura. Poza tym, jeżeli się do czegoś zobowiązuję, to uważam, że muszę słowa dotrzymać. Wolę wziąć mniej zobowiązań, ale być w stanie wszystkie wypełnić i zrobić je najlepiej jak potrafię.
Jest Pani pierwszą kobietą, która przeszła przez najbardziej malaryczną dżunglę świata. Czy potrzebowała Pani specjalnego przygotowania do tej wyprawy? Jakie niebezpieczeństwa czyhały tam na Panią?
W dżungli byłam już wcześniej, więc wiedziałam, jak się tam trzeba poruszać, jak sobie radzić, jak się chronić przed zagrożeniami, tropikalnymi chorobami i dzikimi zwierzętami. Jeżeli chodzi o przygotowanie kondycyjne, to staram się dbać o nie przez cały rok. Dżungla w przesmyku Darien jest niezwykle trudna, bo trzeba wędrować w niesamowitym upale i ogromnej wilgotności, wśród malarycznych moskitów, w bardzo trudnym terenie, który na zmianę wznosi się i opada, czyli idzie się najpierw pod górę, a potem stromo w dół, znów pod górę i potem w dół, i tak cały czas. To była bardzo trudna wyprawa.
Podróżując jest Pani narażona na bardzo wiele niebezpieczeństw. Jednak wciąż Pani podróżuje. W związku z tym może Pani o sobie powiedzieć, że jest odważna?
Odwagę trzeba w sobie odnaleźć. Zachować zimną krew w trudnej sytuacji, przezwyciężyć strach i słabość, pokonać przeciwności. Po pierwszej takie próbie następne są łatwiejsze. To zresztą przydaje się nie tylko w podróżach, także w życiu.
Choćby w notkach biograficznych ma Pani przypisaną tę etykietę dziennikarza, więc zapewne lubi Pani wiedzieć o tym, co się dzieje na świecie. Brakuje Pani newsów ze świata cywilizowanego?
Nie, nigdy w życiu! Tak jak powiedziałam wcześniej, wydaje mi się, że ja nie jestem dziennikarką, tylko osobą, która pisze, fotografuje i opowiada, ale zawsze z własnego punktu widzenia. Nie śledzę informacji politycznych, a politykę uważam za bagno, do którego wchodzą głównie ludzie ogarnięci żądzą pieniędzy i władzy. Chcą rządzić i załatwiać interesy, niekoniecznie dla ogółu społeczeństwa, częściej dla siebie.
I nawet jeżeli byliby to ludzie np. z prawicy czy lewicy?
Oczywiście, po każdej stronie. Właśnie na tym polega problem, że światem rządzą politycy. Polityk to człowiek chory na władzę. Jeżeli ktoś choć raz znajdzie się na takim wysokim stołku, dostanie dobry garnitur i służbowy samochód, to nie będzie chciał nigdy z tego zrezygnować. Jeżeli ktoś choć raz zakosztuje takiego luksusowego życia za darmo, to zrobi wszystko żeby tego nie stracić. I wtedy już nieważne jest w jakim państwie żyjemy ani po której jesteśmy stronie, ważne jest to, żeby nie stracić swojej pozycji. Na tym polega polityka i dlatego polityką się brzydzę.
To dlatego Pani tak często wyjeżdża z kraju (śmiech).
Też, tym bardziej że jeżdżę w takie miejsca, które są dziewicze, gdzie polityka nie jest w ogóle znana. W dżungli amazońskiej nie istnieje takie pojęcie, jak polityka. Gdybym próbowała wyjaśnić Indianom co to jest, to nie mielibyśmy nawet wspólnych słów, żeby to opisać.
Ale przecież jakieś struktury władzy mają...
Mają hierarchię, ale nie mają polityki, która wiąże się z marketingiem, socjotechniką, kłamstwami, demagogią, etc. Tam istnieje wódz wioski, jest szaman. Każdy robi to, co do niego należy. Oczywiście władzę czasami przejmuje ktoś inny, ale dzieje się to w sposób absolutnie czytelny dla wszystkich, tzn. Indianin wyzywa tego wodza na pojedynek i wtedy władzę przejmuje ten, który wygra. Nie ma tu miejsca na oszustwo czy manipulację.
Po prostu prawo dżungli albo prawo siły.
Tak, ale to prawo dżungli jest znacznie mądrzejsze od naszego prawa.
Jeździ Pani po całym świecie, tzn. że Polskę zjeździła Pani już wzdłuż i wszerz?
Wprost przeciwnie. Ogromnie się tego wstydzę. Lepiej znam Kubę, Kolumbię, Wenezuelę czy Tanzanię niż Polskę.
Podróżując po kontynentach widziała Pani wiele pięknych miejsc. Które z nich, Pani zdaniem, jest najpiękniejsze?
Dżungla amazońska. Zawsze. Dlatego tak często tam jeżdżę, dlatego też mam w domu wiele obrazów z tego miejsca, dlatego w sypialni nad moim łóżkiem wisi wiosło i duże zdjęcie dżungli, dlatego często o niej śnię i tak często o niej myślę.
Wiele osób często jeżdżących w podróże mówi, że potrafi się spakować w kilka minut. Ma Pani taki nawyk?
Mam specjalną szafę, gdzie trzymam ekwipunek podróżniczy. Mam półkę afrykańską, himalajską i półkę amazońską, więc potrafię się spakować w kilka minut. Wszystkie te rzeczy
tyle razy już pakowałam i rozpakowywałam, że trzymam je teraz w jednym miejscu.
W jaki sposób przygotowuje się Pani do swoich podróży? Czy jadąc do jakiegoś afrykańskiego plemienia uczy się Pani ich kultury, obyczajów?
Naturalnie. Staram się dowiedzieć kim są, w co wierzą, jakie mają obyczaje.
A jeśli nie ma o tym książek i ciężko jest się dowiedzieć tego, czego by się chciało, to jedzie Pani w ciemno?
Jeśli nie ma książek, to szukam w Internecie, bo tam zawsze można znaleźć jakieś informacje. Jeżeli zaś rzeczywiście jest to takie miejsce, o którym nigdzie nic nie mogę przeczytać, to faktycznie jadę w ciemno. Będąc tam, rozmawiam z ludźmi i staram się jak najwięcej dowiedzieć.
A jak się Pani zachowuje jeżdżąc tam - jak dziennikarka czy podróżnik?
Zawsze zachowuję się jak podróżnik i jak człowiek. Dziennikarz to człowiek wysłany przez redakcję albo na inne zlecenie. Jedzie, by zdać relację do gazety, radia czy telewizji. Najczęściej nie ma możliwości decydowania o trasie, o celu swojej podróży ani ile spędzi tam czasu, bo ktoś płaci za niego i wymaga, by wykonał zlecenie.
Można powiedzieć, że Pani dziennikarstwo to taki dodatek do rozrywki, a główną pasją są podróże, dzięki którym prowadzi Pani swoje audycje i pisze?
Dokładnie tak.
Jak reaguje Pani na to, że media interesują się Pani życiem prywatnym?
Hm... Myślę, że jeżeli jest się osobą publiczną, to dziennikarze mają również prawo pytać o tę drugą stronę. Nie oburzam się kiedy ktoś mnie o to pyta, ale nie odpowiadam na wszystkie pytania.
A ma Pani jakieś niemiłe doświadczenia z paparazzi?
Mam niemiłe doświadczenia z dziennikarzami, którzy pracują w brukowcach. Zdarzyło mi się, że poproszono mnie o wywiad, rozmawialiśmy ponad dwie godziny o podróżowaniu, o tym, jakie są różnice między życiem tu a życiem u Indian. W ciągu tych 2 godzin rozmawialiśmy także około 10 minut o moim życiu prywatnym, o tym, że się akurat z kimś rozstałam. Następnego dnia w gazecie co widzę? Tylko te 10 minut. Dodatkowo opatrzone krzykliwym tytułem, słowami, których ja oczywiście nie użyłam. Miały one po prostu przyciągnąć czytelnika. Uważam, że to jest nie fair.
Czyli niechętnie udziela Pani wywiadów tabloidom?
To jest kwestia zaufania. Jeżeli spotykam się z kimś i ten ktoś mówi mi, że chce ze mną przeprowadzić długi wywiad, to w dobrej wierze rozmawiam, poświęcam swój czas. A to, co robi z tym redakcja to druga sprawa. I to jest właśnie nie fair.
Na pewno wielu ludzi zazdrości Pani takiego życia, jakie ma. Zamieniłaby się Pani z kimś na życia?
Czy ja chciałabym się zamienić z kimś?
Tak.
Nie! (śmiech).
Jest Pani osobą, która jest ciągle w ruchu. Gdyby tak zaproponowano Pani korespondowanie na stałe z jakiegoś miejsca na świecie?
Biorę pod uwagę taką możliwość. Zależy to od tego, jakie byłoby to miejsce. Syberia raczej nie, bo ja nie lubię jak jest zimno. Ale jeżeli w jakimś kraju w Ameryce Południowej...
A jeżeli byłoby to w Ameryce Północnej, np. w Waszyngtonie, bo zna Pani bardzo dobrze angielski?
Czemu nie? Wiele oczywiście zależy od tego, co by to miało być, dla kogo i na jakich warunkach.
Co uważa Pani za swoje największe osiągnięcie?
To, że zawsze marzyłam, żeby pisać książki i wydałam do dziś 11 książek.
A która jest tą ulubioną?
Lubię "Poradnik globtrotera", bo jest to encyklopedia wszystkiego, co wiem na temat podróżowania. To jest wszystko, czego nauczyłam się o świecie i o podróżowaniu przez ostatnie 16 lat.
Pani największe marzenie to...
Móc żyć dalej tak, jak żyję teraz.
Dziękujemy za udzielenie wywiadu.
styczeń 2008 r.
Rozmawiali: Edyta Grabowska i Kamil Świętoń, Dziennikarze.info
Marek Markiewicz, szef Pionu Informacji i Publicystyki Telewizji Polsat: Adresujemy ten kanał (Polsat News - przyp. red.) do widzów Polsatu i wszystkich innych chętnych, nie czujemy się rywalami, którzy mają zniszczyć TVN24, musimy nadrobić różnicę siedmiu lat rozwoju. Mamy swoje patenty.